Nathan I Julia.
I jakoś minęło parę dni. Codziennie cieszyliśmy się swoim towarzystwem, chodziłam do szkoły oczywiście więc spotykaliśmy się dopiero po 15:00. Ale potrafił przesiedzieć grubo jakieś 7 godzin. Co mnie cieszyło, pomagał mi w lekcjach wszystko obracaliśmy w żarty, wymyślaliśmy różne historyjki.. było jak zawsze.
- I byśmy mieli dużego psa! Który by pilnował ogrodu. - mówił z entuzjazmem.
- Tak ! Bernardyna! Tylko on się ślini.. - stwierdziłam.
- To nic, ale jest super duży! I tak będzie na podwórku. - zapewnił.
- Ale ja bym chciała też takiego do łóżka, takiego wielkiego jak człowiek ! do przytulania - rozmarzyłam się.
I położyłam się na plecach na łóżku, on nadal siedział przed laptopem koło mnie, patrzyłam przez dłuższą chwilę na niego zboku.. jak mówi miał takie ponętne usta i te oczy które były śliczne, kości policzkowe..
Zamknęłam oczy. Wyobraziłam sobie to jak zbliża się do mnie właśnie teraz i zaczyna mnie całować, całujemy się namiętnie i długo.. do puki..
- Słuchasz mnie ?! - poczułam lekki ból łydki, uderzył mnie w nią.
- Tak, tak.. no przecież. - powiedziałam wyrwana ze "snu".
- Tak ? to o czym mówiłem ? - zapytał podchwytliwie.
- Yyy, noo wiesz.. - mruczałam.
- No słucham?
- O psie ? - palnęłam, podnosząc się.
- Nie. O Tym że znalazłem Ci zadanie na WOS. - powiedział i uderzył mnie w czoło.
Oddałam mu w ramie. Zaczęliśmy się szturchać, przy tym śmiejąc się głośno. Opadliśmy na plecy zaczął mnie delikatnie łaskotać po brzuchu, zachichotałam .. Spojrzał mi w oczy, głęboko, bardzo głęboko, zamarłam patrzyliśmy tak na siebie przez chwilę, znałam każdą wys jego twarzy. Pocałował mnie...
Jak otworzyłam oczy nadal miałam jego twarz nad swoją, uśmiechał się. Wiedział że któreś z nas w końcu to zrobi, odwzajemniłam uśmiech i powoli zaczęłam się podnosić on również. Gdy siedzieliśmy przytulił mnie mocno.
- Ja chciałam. Nie przepraszaj.
Wtuliłam się w niego i tak siedzieliśmy przez chwilę..
Było miło. Wszystko było takie proste, niewinne takie dobre. Nathan poszedł tak po 21. Odprowadziłam go do drzwi, wyszedł. Wyglądnęłam przez okno, pomachał mi na pożegnanie delikatnie się uśmiechając, odmachałam. Poszłam powolnym krokiem do kuchni, za ladą stałą mama, robiła sałatkę. Popatrzyła na mnie i spytała :
- Co jest ? - z pytającym uśmiechem.
- A nic - bezmyślnie rzuciłam, nadal się uśmiechając i zaczęłam wyjadać kukurydzę ze sałatki.
- Nie jedź ! - stuknęła mnie widelcem po palcach. - zaraz skończę i będziemy jeść przy stole.
- Okej, okej - zachichotałam, podobnie jak przy łaskotaniu i uśmiechnęłam się znów sama do siebie.
______________________________________________________________
Proszę bardzo, takie trochę za słodkie jak na mnie ale jest.
/~Pati.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz