Translate

piątek, 28 grudnia 2012

Opowiadanie cz.8 : "dlaczego mi nic nie powiedziała?!"

Nathan i Julia.

niech sobie leci.
- No nie wierzę..
- Dlaczego ? - zapytał próbując rozpędzić karuzele.
- Że to już tyle trwa.. no wiesz - popatrzyłam na niego znacząco, po czym się roześmiał.
- W co tu nie wierzyć ?
- To już 2 miesiące. Nikt nic nie wie, nikt się nie domyśla to...
- Cudowne? - wtrącił.
- Też. ale trochę dziwnie nie uważasz?
- Przypominam że to ty chciałaś "się nami nacieszyć" - zeskoczył z krzesełka i podszedł do mnie. - wiesz że w każdej chwili mogłaś i MOŻESZ powiedzieć o tym każdemu?
- Tak wiem. - speszyłam się lekko. - taaaak mi dobrze. - szybko urwałam temat i przytuliłam się do jego klatki piersiowej.
Oczywiście że pamiętałam o tym że tylko z mojej woli się "ukrywamy" ale właściwie nie robiliśmy nic żeby to ukryć, ale też nic w związku z tym żeby to opublikować. Zaczęłam się zastanawiać czy słowa mojego starszego brata nie zaczynają się sprawdzać. "Kobiety nigdy nie wiedzą czego chcą" może tak jest naprawdę? Nie jestem zdecydowana, jedyne co wiem to to że kocham Nathana i chcę z nim być. Tego jestem pewna. Chciałabym być stanowcza jednocześnie zwariowana. Trochę poszaleć.. zwykle jestem (jak ja to określam) dziwna to znaczy : leniwa, poważna i jestem realistką chociaż zdarza mi się być optymistką ale to tylko w wakacje i może przy Natim.

*kolejny dzień*
Mam ferie zimowe a śniegu brak. Przebudziły mnie promyki słońca, wpadające przez okno złapałam za telefon ustalając godzinę 9:03 - o matko .. - pomyślałam, opierając się na łokciach i rozglądając się po pokoju. Sięgnęłam po laptopa, usiadłam po turecku i zaczęłam przeglądać Facebook-ową tablicę..
robiłam to bezmyślnie do puki coś nie przyciągnęło mojej uwagi.
"Izabella Pardo zmieniła swój status na w związku"
Zrobiłam wielkie oczy i otworzyłam szeroko usta - dlaczego mi nic nie powiedziała?! - powiedziałam cicho, właściwie do laptopa. Po chwili gdy zrozumiałam jak głupio muszę wyglądać zatkałam usta dłonią. Moje otępienie przerwał telefon.
- Hallo?
- Cześć, obudziłem ? - głos w słuchawce brzmiał ciepło i spokojnie.
- Niee, nie spałam już. Co robisz? - kontynuowałam przeglądanie tablicy. - jak spałeś?
- Aa, właśnie wychodzę.. tata chce żebym mu w czymś pomógł. - westchnął. - korzystając z okazji że poszedł po coś tam - zwinął. - zadzwoniłem, jak słyszysz nie bardzo się wyspałem. A jak z Tobą?
- Brzmi ciekawie, te więzy ojca i syna - zachichotałam. - spoko, siedzę w piżamie i czekam na cud.
- Hahaha, ta jaki?
- Aż mnie olśni co mogę robić tak wcześnie.. - zagryzłam dolną wargę.
- Ubieraj się i wpadaj do mnie, już wiem co muszę zrobić.. - powiedział z gasnącym entuzjazmem.
- To co będziemy robić ?
- Myć auto? co ty na to?
- Nie jest za zimno ?!! - zerknęłam w stronę okna.
- Niee, jest ciepło na prawdę.. jak na zimę - zapewnił - to jak? wpadasz?
- Zaraz będę - uśmiechnęłam się sama do siebie, rozłączając.



*30 min później*
- Hej ! - zawołałam otwierając furtkę.
Nathan pomachał, podeszłam pocałował mnie w policzek  po czym cisnął we mnie mokrą dużą, żółtą gąbkom.
- Eeeej ! - wrzasnęłam. - to moja ulubiona bokserka!
Umoczyłam gąbkę w wiadrze pełnym piany i wycisnęłam ją nad jego głową. Byłam ubrana w: http://www.photoblog.pl/xvogue/119301698/5.html
Tumblr_mflys3fxoo1qd3478o1_500_large
Odwrócił się na pięcie złapał mnie za biodra uniósł i wrzucił na mokrą maskę samochodu.
Jego prawa ręka obok mojej głowy lewa trzymała mnie w pasie, moja prawa noga zgięta w kolanie druga opierająca się o zderzak.



Nagle usłyszeliśmy głośne chrząknięcie jego taty.. Nathan szybko odskoczył ode mnie  a ja zsunęłam się z maski na pupę. Nati niepewnie się zaśmiał, podał mi rękę i pociągną do góry.
- Cześć, tato - powiedział szczerząc się. - co tam?
- Dzień dobry. - spuściłam wzrok skrępowana.
- Cześć, wam.. cześć - uśmiechnął się. Po chwili dziwnie zachichotał odwrócił się i machając ręką zawołał - nie przeszkadzajcie sobie.
Odszedł chichocząc, chłopak odwrócił się do mnie złapał w biodrach spojrzał na moją lekko zarumienioną twarz, uśmiechną się.
- Fajnie co? - nachylił się delikatnie i dotknął swoim czołem mojego.
Roześmiałam się cicho zarzuciłam ręce na jego szyję i musnęłam go w usta.

___________
przepraszam, nudne.. padła mi wena.

/~P.

wtorek, 11 grudnia 2012

Opowiadanie cz.7 : "Udało się.."

Nathan i Julia.

Poszliśmy na spacer. Była dopiero dziesiąta rano, ale było dość ciepło...
- Wyspałeś się?
- Tak. Macie całkiem wygodną kanapę - zaśmiał się.
- Śmieszne - popchnęłam go w prawo.
- Bardzo - zrobił to samo w lewą stronę.
Stanęłam. Odszedł kawałek, rozbiegłam się i rzuciłam mu na plecy. Zaczął biec trzymając mnie za uda, wbiegł w środek parku i zaczął się kręcić.
- Nathan, kurde niedobrze mi!
- Oj tam, oj tam! - usłyszałam i po chwili już leżałam w śniegu. Nade mną  znalazła się jego twarz,pocałował mnie i uciekł.
Ganialiśmy się, tarzaliśmy w śniegu i rzucaliśmy śnieżkami jak małe dzieci.

***

- Cześć Liz! - zawołała jej mama wchodząc do domu z zakupami. 
- Hej mamo.
- Czego szukasz? - mama zainteresowała się namiętnym przewracaniem kartek książki telefonicznej.
- Szczęścia, mamo... - uniosła głowę i się uśmiechnęła.
Liz podeszła do niej po chwili i zaczęła pomagać myć warzywa.
- Co na śniadanie?
- Myślałam o warzywach smażonych na patelni z ryżem, co Ty na to?  - mama podała jej mokrego pomidora.
- Okej... - zapadła chwila ciszy, było słychać tylko płynącą wodę z kranu. - Mamo... a czy Ty uważasz że to wolny kraj ?
- No pewnie! - odpowiedziała ze zdziwioną miną mama.
- I że można kochać kogo się chce? - Liz ciągnęła.
- Hmm, tak - powiedziała i po chwili dodała. - Płeć, wiek czy wzrost nie powinien ograniczać miłości.
Dziewczyna się uśmiechnęła, miała dobre stosunki z matką, nie okłamywała jej i ufały sobie. Liz próbowała przygotować swoją mamę do nowiny...
- Mamo?... - ciągnęła, z nadzieją że uda jej się jakoś nastawić mamę.- Mamo.., a co jeśli ktoś bliski był by homoseksualistą?
- No nic. Trzeba by było to zaakceptować. Nie byłoby innego wyjścia.
- To wolałabyś nie? A zaakceptowałabyś gdy to by było konieczne? - dociekała. - Czy chciałabyś "wyleczyć'' taką osobę, tak?!
- Kochanie, posłuchaj... to nie tak. Zależy kto to by był...
- Tak?! I co by ludzie gadali?! - wybuchnęła dziewczyna.
- Nie, po prostu nie miałam raczej wcześniej o tym zdania ani do czynienia! - wytłumaczyła lekko już wzburzona kobieta.
Spokojnie, spokojnie tłumaczyła sobie w duchu. Co się z Tobą dzieje?! Uspokój się! - rozkazała sobie w myślach.
- Dobrze mamo. Przepraszam.
- Nic się nie stało, rozumiem. Jesteś nastolatką, zdarza wam się wybuchać. - uśmiechnęła się delikatnie.
Liz w pewien sposób poczuła, że będzie trudniej niż trudno. Spuściła głowę i zwróciła się w stronę pokoju.
- Idę jeszcze poleżeć.
- Zaraz śniadanie - powiedziała mama.
- Chyba nie jestem głodna - Liz weszła do pokoju, drzwi były otwarte.
- Coś się stało? - zawołała jeszcze z kuchni zmartwiona mama.
- Niee... - cicho powiedziała niemal przez łzy, zamykając drzwi.
Wbiła się w łóżko i nie mogła powstrzymać płaczu, lecz starała się płakać bezgłośnie, by mama się bardziej nie zainteresowała. Choć pewnie byłoby jej łatwiej...

***

- Przyjdę o 15:00 dobrze? - kończyłam rozmowę przez telefon.
Odłożyłam słuchawkę, i ruszyłam do kuchni.
- Jesz? - zapytał tata, podając mi talerz z tostami.
- Pewnie! - sięgnęłam po jednego.
- Liz dzwoniła? - zapytał Nati.
- Noo, tak...
Nic więcej nie powiedziałam... czułam się lekko zdezorientowana tą całą wiadomością. Myślałam o tym wszystkim całą noc. Nie mogłam po prostu zasnąć, nie dawało mi spokoju.
Po południu byłam już u Liz. Czekała na mnie w swoim pokoju przed komputerem, siedziała nieruchomo.
Nic nie mówiąc podeszłam i spojrzałam w monitor. Była tam jedna wiadomość na Facebooku, złapałam za myszkę i otworzyłam ją. Była to wiadomość od niej. Od Oliwii Z. a w treści był czas i miejsce spotkania na końcu taki niepozorny znaczek... średnik z gwizdką, czy to tak poruszyło Liz?
- Udało się! Udało! - skakałam po pokoju, ona była nieruchoma, podbiegłam do niej złapałam za ramiona i zaczęłam potrząsać. -  Słyszysz?!
- Tak... - powiedziała cicho i się rozpłakała.
Kucnęłam koło niej i przytuliłam. Udało się... - wyszeptałam.

_______________________________
ps. to nie koniec, po prostu brakuje mi czasu...

piątek, 7 grudnia 2012

Opowiadanie cz.6 : "Pokochałam kogoś nieodpowiedniego"

Nathan i Julia.

Sobota po jedenastej rano, 22 grudnia. Biegałam po sklepach kurczowo szukając czegoś odpowiedniego dla: rodziców, braci, Nathana i dziewczyn. Idąc po galerii zauważyłam cudowna czapkę, od razu pomyślałam o Lizce. Weszłam i ją kupiłam. Uf jeden prezent z głowy - pomyślałam i poszłam dalej.
I zgadnijcie kogo spotkałam, tak Liz. Ucieszyłam się, dla niej prezent już miałam,więc mogła pomóc mi przy wyborze i poszukiwaniu dla innych.
- No hej maleńka! -  podbiegłam do niej.
- Cześć - uśmiechnęła się - Co robisz? - spojrzała na świąteczną torebkę z Mikołajem w której był prezent dla niej.
- A rozglądam się - szybko ukryłam prezent w swojej torebce.
Uśmiechnęła się  znów po czym spojrzała na mój sweter - CUDNY! - wybałuszyła oczy wskazując na niego - Gdzie kupiłaś?
- Prezent na Mikołajki od mamy - uśmiechnęłam się szeroko.
- Twoja mama ma gust!
- Dzięki.... Idziemy się rozejrzeć? A Ty w ogóle co tu robisz? - dodałam szybko. 
- Świąteczne zakupy... - zmarszczyła czoło - Dobra.
Poszłyśmy jeszcze do kilku sklepów, a potem na gorącom czekoladę, udało mi się kupić zadowalające prezenty. Gdzieś w tle z głośników leciała piosenka This Kiss. Wpadła mi w ucho.
Mamie kupiłam perfumę CoCo Channel - 90 zł.
Tacie świąteczny śpiewający krawat z reniferem - 29 zł.
Irkowi z racji tego, że był najmłodszy i miał 11 lat kupiłam słownik J. Angielskiego. (nie musiałam się zbytnio wysilać, ponieważ chłopaki i tak dostawali jeszcze prezenty od rodziców.)
A Sebastianowi dużo nie trzeba było, był uczuciowy i gustowny. Miał 15 lat i dziewczynę od roku, więc postawiłam na perfumę i ramkę do której włożę zdjęcie naszej trójki (mnie, jego i Irka).
Nie miałam tylko jednego. Prezentu dla Natiego.
- Lizka.. słuchaj - zaczęłam. - może tak jakiś świąteczny podryw?
- Nie dzięki..
- No dawaj ! - namawiałam. - proszę, patrz na tych przystojniaków.. widzisz? -  wskazałam na trójkę siedzący jakieś 5 stolików od nas przystojnych ok, naszego wieku chłopców.
- Na sto procent są zajęci albo są homo. - podsumowała.
- Spróbować nie zaszkodzi.
- Och. niech Ci będzie.
Podeszłyśmy do chłopców spokojnym krokiem. Czeeeeść - padło z ich strony - Jak tam ?
Było widać zaskoczenie na twarzy Lizki.
- Hej, całkiem ciekawie. - uśmiechnęłam się. - Jestem Julia, a to Lizka.
- Krystian.
- Bartek.
- Igor, jestem - chłopak wstał i podał rękę najpierw Lizce potem mi. - Dosiądziecie się ?
- Pewnie.
Siedzieliśmy tak w piątkę i rozmawialiśmy o wszystkim. Liz widocznie spodobała się Igorowi. Siedzieli wsłuchani i wpatrzeni w siebie. Ja jestem kontaktowa, szybko dogadałam się z Krystianem i Bartkiem.
Może dlatego tak przyjaźniłam się w dzieciństwie z Natim? Pośmialiśmy się trochę z ksywy Bartka... ogólnie dobrze się bawiłam.
- Sero tak Cię nazywają?! - nie mogłam powstrzymać się od śmiechy. - Bratek ?
- Tak.
- no dobra a Ty masz jakąś ksywkę? - zapytał Kris.
- nie
- zaraz coś wymyślimy. - zaakcentował Bartek ruszając brwiami w górę i w dół.
- Okej.

***

Wymieniliśmy się numerami i pożegnaliśmy.  Zaprosiłam Liz na obiad do mnie. Zjadłyśmy, porobiłyśmy sobie pamiątkowe zdjęcia,
 i spędziliśmy miło czas. Bez Aśki, Liz jest bardziej otwarta, co mnie lekko zdziwiło.
- Kim jest ten tajemniczy nieznajomy ? 
- Ale jak ? - zdziwiła się Lizka, odrywając wzrok od laptopa. - No ten na którym Ci tak zależy. -  ciągnęłam.
Dziewczyna zamilkła, wbiła wzrok w pościel, po czym zaczęła mówić.
- Pokochałam kogoś nieodpowiedniego.
- Mamy siedemnaście lat, popełnimy jeszcze milion błędów.
- Ale to nie jest błąd. To miłość. Ale nie mogę się do niej przyznać.. - zamilkła, tym razem na dłużej
Pogłaskałam ją po ramieniu, wtuliła się we mnie i zaczęła szlochać.
- Ja ją kocham.. - wyszeptała i rozpłakała się na dobre.
Zrobiłam wielkie oczy, nie zdążyłam nic kompletnie powiedzieć, bo w drzwiach stanął Nathan.
- Cześć. - popatrzył na Liz. - co się stało? - podszedł szybkim krokiem i kucnął przy łóżku pocierając jej kolano. - nie płacz. nie warto. - mówił mimo że nie wiedział co się stało.
- Lizka, proszę.
Liz przez łzy wyduszała z siebie słowa. -  Nie... wy nic nie rozumiecie. - wybiegła z pokoju i zamknęła się w mojej łazience.
Daliśmy jej chwile wytchnienia.
- Co właściwie się stało.. ? - zapytał nie pewnie, całując mnie w policzek na powitanie.
- Miłość. - rzuciłam, wzruszając ramionami. Nie wiedziałam czy na pewno WSZYSTKO czego się dowiedziałam mogę mu powiedzieć, z ledwością ona sama się do tego przyznała.
- Okej - usłyszeliśmy otwierające się drzwi w progu stanęła cała zapłakana Liz. - już mi lepiej.
Uśmiechnęłam się delikatnie i podeszłam żeby ją przytulić. Przy czym wyszeptałam jej do ucha " spokojnie. pamiętaj że zawsze masz mnie, nigdy Cię nie zostawię. I pamiętaj ZAWSZE cię będę wspierać. "
- Dziękuję - powiedziała na głos. - pójdę już. Spotkamy się później?
- Zostań proszę. My pogadamy a Natiego wyślemy do pomocy chłopcom w kuchni. - uśmiechnęłam się.
I spojrzałam w stronę chłopaka, Nathan wstał - no dobra, to idę im pomóc - puścił mi oczko i wyszedł.
- Zostaniesz?
- Tak.. potrzebuję Ciebie teraz.
Usiadłyśmy, a  Liz zaczęła mi wszystko wyjaśniać, opowiedziała jak to się stało kto jest jej zakazaną miłością i ile to już trwa.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś o tym wcześniej ?!
- Całe wakacje spędziłaś z Nathanem. Więc kiedy ?  - wzruszyła ramionami.
- Jesteś pewna że to miłość ? - ciągnęłam swój szereg pytań.
- Tak, na milion procent. - spuściła wzrok. -  jestem obrzydliwa prawda?
- Nie ! - zaprzeczyłam z entuzjazmem. - nie jesteś, nie masz prawa tak myśleć! To jest wolny kraj możesz kochać kogo chcesz.
Uśmiechnęła się delikatnie - Dziękuję że jesteś - przytuliłam ją.
- Nie ma za co. Ale teraz to trzeba załatwić nasz problem.
- Nasz problem - powtórzyła pytająco.
- Tak. Nasz ! - otworzyłam laptopa. - gdzie ją znajdę ?
- Chcesz jej szukać ?!
- A Ty chcesz być szczęśliwa?!
- Tak.. -  powiedziała prawie nie słyszalnie.
- No to fejs , tak?
- Mhm - burkła i się zalogowała. Uśmiechnęłam się znacząco, i zapytałam.
- Czy ona też... - nie wiedziałam jak się wysłowić. Ale moją męczarnie na szczęście szybko przerwano.
- Tak.
Przedstawiłam Liz cały mój plan, odnalazłyśmy ją na Facebook-u, zaprosiłyśmy i wysłałyśmy wiadomość z prośbą o spotkanie. Widziałam lekki błysk w oczach Liz gdy wiadomość została wysłana.
- Połowa sukcesu jest - podsumowałam i pocieszyłam ja uśmiechem.
Liz nic nie powiedziała, Nathan wleciał do pokoju i ucieszony jak małe dziecko oznajmił.
- Jula ! Czy Ty wiesz że twoja mam piecze najpyszniejsze pierniczki na świecie ?!
- Tak wiem - zaśmiałam się. Trzymał w dłoniach chyba pięć pierniczków, przy czym jednego jadł.
- To idziemy na pierniczki -  złapałam Liz za rękę i pociągnęłam.
Uśmiechnęła się smutno i ruszyła za mną.
Nigdy nie czułam się tak jak ona. I nie chciałam tak się czuć, spojrzałam  na Natiego, pocieszył mnie uśmiechem. Jednak nie tylko my coś ukrywaliśmy.
______________
/~P

czwartek, 6 grudnia 2012

Opowiadanie cz.5 : "Dobrze kochanie"

Nathan I Julia.

Obudziłam się rano o siódmej, obok na poduszce leżał miś z karteczką pod pachą na której pisało "Wesołych Świąt". Uśmiechnęłam się sama do siebie, dobrze wiedziałam że to od rodziców mimo to odrazu przypomniał mi się wczorajszy wieczór, szybko wstałam ubrałam się w :
Poszłam do łazienki pociągnęłam rzęsy tuszem, troszeczkę pudru, uczesałam się w kok i spryskałam twarz lakierem do włosów, żeby szybko się nie zmył podczas dnia w szkole. Spojrzałam na zegarek wiszący nad lustrem 7:30. "Okej"- powiedziałam sobie w duchu i zeszłam na dół.  "Dzień dobry" zawołałam schodząc po schodach, wszyscy odwrócili się i spojrzeli na mnie, "cześć", "siemasz" "dzień dobry" usłyszałam.
Zjadłam tosta z marmoladą i nadpiłam kawy rozpuszczalnej. 
-To ja idę - ucałowałam mamę i uśmiechnęłam się.
-Podwiozę Cię zaraz przecież jadę do pracy. - zaproponowałam mama.
- Nie musisz, pójdę sobie okej? - podniosłam brwi pytająco.
-No dobrze. - oznajmiła - jak chcesz.
Złapałam kurtkę, spojrzałam ostatni raz do lustra w  holu i wyszłam. Miałam ochotę na spacer, generalni potrzebowałam powietrza, spokoju i chwili samotności. Czułam się cudownie. Byłam już ulicę od domu, myślałam o wczorajszym zdarzeniu i dochodziłam do wniosku że to jest przyjacielskie. Że jesteśmy trochę bliżej niż przyjaciele ale mniej niż para. Jesteśmy Bardzo Dobrymi Przyjaciółmi ! Znów uśmiechnęłam się pod nosem.
         Dzień w szkole miną mi strasznie szybko miałam siedem lekcji. Były mikołajki więc na korytarzach była świąteczna atmosfera. Idąc do domu spotkałam kumpele z którymi przyjaźniłam się rok temu, w końcu mieliśmy okazję porozmawiać.
-No hej -  zawołały chórem gdy do niech doszłam.
-Czeeeeść dziewczyny  - uśmiechnęłam się szeroko. - jak tam u was?
-Świetnie. - powiedziała z entuzjazmem Aśka. - a u Ciebie ? 
-Jest o.. - nie zdążyłam dokończyć, bo przezwała mi Lizka.
-Masz kontakt z Natim?! -  wyskoczyła, z błyskiem w oku.
- Nie wiecie?! - zdziwiłam się -  Nathan jest w Warszawie. PRZYJECHAŁ!
-Żartujesz?! hahahhaha musimy się znów spotkać tak razem ! jak kiedyś. -  zawołała Aśka.
-To może dzisiaj ? -  zaproponowałam.
-Kurcze ja nie mogę.. - zapał Aśki gdzieś zniknął, ale pojawił się lekki uśmiech - dzisiaj spotykam się z Romańskim.
-Jesteś z Michałem?!
-Tak już od Sierpnia się spotykamy - powiedziała dumnie.
-Och to cudownie, a Ty Lizka ?
-Ja zostaje przy "Forever Alone" - uśmiechnęła się smutno, widać było że na kimś jej bardzo zależy.
Przytuliłyśmy ją z Asią. Już zapomniałam jak to było bawić się z nimi w parku od dziecka i spotykać się, chodzić do kina i na zakupy. Tęskniłam na tym. Nagle mnie olśniło.
- Ej ! - krzyknęłam puszczając dziewczyny. - Przyjdź z Michałem . Spotkamy się we piątkę.
- Czemu nie - wzruszyła ramionami Lizka.
- No dobra -  uśmiechnęła się Aśka - zadzwonię do Romańskiego.
- To umawiamy się "U Paola" ? - Lizka spojrzała pytająco.
- Mi pasuje. o której ?
- Jest 15:20. Tak o 17 może 17:30 ? - spojrzała na telefon Aśka, dzwoniąc do Michała.
- To ja poinformuję Natiego i widzimy się o 17:30 - "U Paola" - Podsumowałam i pomachałam do dziewczyn - do zobaczenia !
- Paaaa ! - zawołała za mną Lizka.
***
Dochodziła już piąta, leżałam z Natanem na łóżku i słuchaliśmy Jessie Ware :  http://www.youtube.com/watch?v=bMJkddvJ4L4 patrzyliśmy sobie w oczy, nic nie mówiliśmy była cicha, bawiliśmy się nawzajem swoimi palcami i dłońmi, przy tym wymieniając uśmiechy, zamknęłam oczy było mi tak dobrze. Pocałował mnie w nos. Otworzyłam oczy i wyszeptałam
- Idziemy na to spotkanie.. z dziewczynami.
Spojrzał mi  w oczy.
- Mmhmmm - zamruczał i uśmiechnął się.
- Powiemy im? -spojrzałam pytająco.
- A chcesz? - spytał.
Liczyło się dla niego moje zdanie,
od zawsze.
- Chcę się nami nacieszyć. - powiedziałam zniżonym głosem, niepewnie.
- Dobrze kochanie. - pocałował mnie w czoło i wstał. - to idziemy?
Skinęłam głową, zwróciłam się w stronę szafy. - Przebiorę się.
Nati zmienił muzykę na coś szybszego i zaczął tańczyć i się wygłupiać. Roześmiałam się i kalecząc specjalnie taniec podeszłam do niego, złapał mnie za rękę i okręcił dwa razy po czym przyciągnął do siebie i kiwając się na boki oraz skacząc tańczyliśmy tak przez chwilę śmiejąc się.
- No idź już bo się spóźnimy. - wypuścił mnie z objęć.
Uśmiechnęłam się zagryzając delikatnie dolną wargę i spojrzałam na niego przyciągającym wzrokiem, powoli puszczając jego dłoń. Podeszłam znów do szafy i ją otworzyłam, Nathan grzebał  coś w laptopie i czekał na mnie, wyszłam z łazienki byłam ubrana w : 

Nagle stanął jak wryty, zaśmiałam się.
- Coś nie tak ? - spojrzałam po sobie podążając za jego wzrokiem.
- yy yy.. - wyjąkał - nie nic.. yy.
- Spokojnie przypomnisz sobie - zachichotałam.
- Wyglądasz ślicznie. - wziął głęboki oddech.
- Dziękuję - ukłoniłam się - Idziemy?
- Oczywiście - powiedział otwierając mi drzwi pokoju. - Panie przodem.
Uśmiechnęłam się i wyszłam. W salonie tata czytał gazetę, mama była w pracy a chłopcy na treningu.
- Tato wychodzimy wrócę ok. 21 okej?
- Dobrze idź, idź - powiedział nie wyciągając nosa z gazety.
Wyszliśmy z domu trzymając się za ręce, lekko prószył śnieg były Mikołajki. Ulice były ozdobione światełkami i dzwoneczkami. Wszystko błyszczało wraz  z chodnikiem i jezdnią było jakoś tak magicznie.
Po drodze do kawiarni Nathan zaczął nucić świąteczną piosenkę dołączyłam, śpiewaliśmy tak długo do puki nie doszliśmy do umówionego miejsca, przy tym gestykulując i śmiejąc się, dostałam kilka buziaków w usta i w policzek. Gdy doszliśmy na miejsce doprowadziliśmy się do porządku i jako przyjaciele weszliśmy do kafejki.
- No jesteście ! - krzyknęła z radością Aśka. -  Co tak długo ?
Wskazałam wzrokiem na buty a Asia skinęła głowią, coś w stylu "rozumiem". Tak na prawdę to nie buty były powodem. Ale to zostawiliśmy dla siebie.
- Siadajcie, pójdę po coś do picia. Jakieś życzenia? - zaproponował Michał.
- Cappuccino poproszę - wyszczerzyłam zabawnie zęby.
- Dobrze - zaśmiał się chłopak. - a Ty Nathan ?
- Piwo z sokiem? - zadał pytanie sam sobie. - Tak, piwo z sokiem. Dzięki.
Rozglądnęłam się po knajpce. - Gdzie Lizka? - spytałam ze zdziwieniem.
- Nie ma jej jeszcze. - oznajmiła Aśka.
- Dlaczego ? - zaciekawił się Nati.
- Nie wiem..
- Zadzwoń! - zażądałam i podałam Asi torebkę. Wyjęła telefon, wybrała numer i podała go mi - masz.
- Ja ?
- A co nie ? chciałaś.
Nie zdążyłam już nic powiedzieć bo odezwał się głos w telefonie.
- Już idę. Wywróciłam się parę razy - oznajmiła Lizka i zachichotała.
- Hahhahaha - roześmiałam się do telefonu. - Okej. - I rozłączyłam.
- Proszę bardzo ! - Romański przyniósł nasze zamówienia.
"U Paola" spędziliśmy jakieś 2 godziny. Ale w domu i tak byłam o 21, nawet lekko po. Zaszliśmy z Nathanem jeszcze do piekarni która była na szczęście otwarta, kupiliśmy kilka świątecznych pierniczków.
Nie było tak zimnom, poszliśmy na spacer do "naszego parku" jedliśmy pierniczki, robiliśmy zdjęcia.
Odprowadził mnie do domu, na pożegnanie czule przytulił i pocałował.
- Dobranoc - wyszeptał.
- Dobranoc.

______________________________________________
Romantyczna część, AGAIN.

/~P












środa, 5 grudnia 2012

Opowiadanie cz.4 : "Co jest?"

 Nathan I Julia.


I jakoś minęło parę dni. Codziennie cieszyliśmy się swoim towarzystwem, chodziłam do szkoły oczywiście więc spotykaliśmy się dopiero po 15:00. Ale potrafił przesiedzieć grubo jakieś 7 godzin. Co mnie cieszyło, pomagał mi w lekcjach wszystko obracaliśmy w żarty, wymyślaliśmy różne historyjki.. było jak zawsze.
- I byśmy mieli dużego psa! Który by pilnował ogrodu. - mówił z entuzjazmem.
- Tak ! Bernardyna! Tylko on się ślini.. - stwierdziłam.
- To nic, ale jest super duży! I tak będzie na podwórku. - zapewnił.
- Ale ja bym chciała też takiego do łóżka, takiego wielkiego jak człowiek ! do przytulania - rozmarzyłam się.
I położyłam się na plecach na łóżku, on nadal siedział przed laptopem koło mnie, patrzyłam przez dłuższą chwilę na niego zboku.. jak mówi miał takie ponętne usta i te oczy które były śliczne, kości policzkowe..
Zamknęłam oczy. Wyobraziłam sobie to jak zbliża się do mnie właśnie teraz i zaczyna mnie całować, całujemy się namiętnie i długo.. do puki..
- Słuchasz mnie ?! - poczułam  lekki ból łydki, uderzył mnie w nią.
- Tak, tak.. no przecież. - powiedziałam wyrwana ze "snu".
- Tak ? to o czym mówiłem ? - zapytał podchwytliwie.
- Yyy, noo wiesz.. - mruczałam.
- No słucham?
- O psie ? - palnęłam, podnosząc się.
- Nie. O Tym że znalazłem Ci zadanie na WOS. - powiedział i uderzył mnie w czoło.
Oddałam mu w ramie. Zaczęliśmy się szturchać, przy tym śmiejąc się głośno. Opadliśmy na plecy zaczął mnie delikatnie łaskotać po brzuchu, zachichotałam .. Spojrzał mi w oczy, głęboko, bardzo głęboko, zamarłam patrzyliśmy tak na siebie przez chwilę, znałam każdą wys jego twarzy. Pocałował mnie...

Jak otworzyłam oczy nadal miałam jego twarz nad swoją, uśmiechał się. Wiedział że któreś z nas w końcu to zrobi, odwzajemniłam uśmiech i powoli zaczęłam się podnosić on również. Gdy siedzieliśmy przytulił mnie mocno.
- Musiałem.. - szepnął mi do ucha. - przepraszam.
- Ja chciałam. Nie przepraszaj.
Wtuliłam się w niego i tak siedzieliśmy przez chwilę..
Było miło. Wszystko było takie proste, niewinne takie dobre. Nathan poszedł tak po 21. Odprowadziłam go do drzwi, wyszedł. Wyglądnęłam przez okno, pomachał mi na pożegnanie delikatnie się uśmiechając, odmachałam. Poszłam powolnym krokiem do kuchni, za ladą stałą mama, robiła sałatkę. Popatrzyła na mnie i spytała :
- Co jest ? - z pytającym uśmiechem.
- A nic - bezmyślnie rzuciłam, nadal się uśmiechając i zaczęłam wyjadać kukurydzę ze sałatki.
- Nie jedź ! - stuknęła mnie widelcem po palcach. - zaraz skończę i będziemy jeść przy stole.
- Okej, okej - zachichotałam, podobnie jak przy łaskotaniu i uśmiechnęłam się znów sama do siebie.

______________________________________________________________
Proszę bardzo, takie trochę za słodkie jak na mnie ale jest.
/~Pati.

wtorek, 4 grudnia 2012

Opowiadanie cz.3 : "To na ile zostajesz?"

Nathan I Julia.


Wstałam o  ósmej szykując się do kościoła założyłam  zjadłam naleśniki, napiłam się soku pomarańczowego,
i zadzwonił telefon jeszcze w pośpiechu go odebrałam i usłyszałam głos.
- Wyszłaś już? - głos Nathana, zdziwiłam się.
- Yyy. Nie - bezmyślnie rzuciłam, zdezorientowana. Przecież przeważnie spotykaliśmy się przed kościołem nigdy nie dzwonił.
- To dobrze. Bo ja właśnie jestem pod Twoim domem - oznajmił z uśmiechem w głosie.
- Co? - jeszcze bardziej byłam zdziwiona ale nie zdążyłam wydusić nic więcej, przerwał mi.
- Wsiadasz czy nie ? - zapytał tym swoim głębokim głosem.
- Jasne! - odłożyłam słuchawkę i wybiegłam na dwór. Zobaczyłam na podjeździe błękitnego Citroena ds3 z białym dach. Nathan siedział od strony kierowcy, jest rozbudowany pasował do tego samochodu, przez te wakacje i 3 miesiące przez które go nie widziałam, zmężniały i wyprzystojniał, nawet bardzo. Gdy wsiadłam powitał mnie szczerząc swoje białe zęby, był ubrany w:
- Tata pozwolił mi się przejechać do kościoła moim nowym samochodem - powiedział z dumą.
Po czym się roześmiał i spojrzał mi głęboko w oczy.
Nic nie mówiłam, to było miłe uczucie. Te jego zielone duże oczy.. Nagle się opamiętałam. Chyba mnie oczarował.
- Właśnie widzę - potwierdziłam, chwaląc jego nowy nabytek. - to jedziemy ?
- Już, Już - wymamrotał.
I ruszyliśmy, nie powiem dobrze jeździ, bardzo.  Do kościoła wcale nie było tak daleko, siedzieliśmy w dziwnym milczeniu. To było krępujące, czułam że coś się dziwnego dzieje.. ale co ?
- To do kościoła ? - zapytał tak jak by nieśmiało.
- No raczej - odpowiedziałam normalnie jak zawsze. - a gdzie byś chciał? - szybko dodałam.
- No nie wiem.. do Paryża. - odpowiedział uśmiechając się do szyby.
- Tak. Ja też. - przyznałam. - kiedyś na pewno tam pojedziesz.
- Niby tak.. - przerwał - ale sam ...
- Może, a może spotkasz tam swoją miłość i będziecie mieli duuużo, duużo małych dzieci - wypaliłam.
- Może.. albo nie spotkam nikogo będę pracoholikiem i umrę na raka płuc - spojrzał w moją stronę.. tak inaczej. Inaczej niż zwykle.
- Albo wiesz co? - zapytałam nie oczekując odpowiedzi. - zginiemy tu i teraz w wypadku samochodowym, jak się będziesz tak na mnie gapił - zażartowałam.
- Może. - odwrócił głowę i nadal jechaliśmy w milczeniu.
Miałam mętlik w głowie  "o co mu kurde chodzi?!"  taki nie był.. nigdy. Biłam się z myślami. Aż dojechaliśmy do kościoła, tak się zamyśliłam że zapomniałam o rzeczywistości. Poczułam delikatne szturchanie w ramie.
- Idziesz? czy odprawiamy sobie msze w samochodzie? - Nathan trzymał drzwi od mojej strony z wyciągniętą ręką w stronę bramy kościoła.
- Idę, idę - szybko wyszłam z samochodu i ruszyłam w kierunku bramy.
Szedł niedaleko za mną. Poklepał mnie po plecach i zażartował :
- Dzisiaj na wszystko trzeba Ci dawać specjalne zaproszenie? - i mnie wyminą.
- Wcale nie. - zaprzeczyłam udając oburzoną i musnęłam go dłonią w głowę.
- Ej nie po włosach, wiesz jak je długo układałem dziś rano.
Roześmiałam się on zaraz za mną, to już było normalne. A włosy rzeczywiście ma fajne. Tak tęskniłam za tym wszystkim.
- To na ile zostajesz? -spytałam szeptem ponieważ już byliśmy przed kościołem tam gdzie zwykle staliśmy.
Nagle jakiś Pan bardzo rozbudowany nie wiem kto to nie znam. Ale szedł i szturchnął Natiego tak że wpadł na mnie tak porządnie. I zetknęliśmy się cały mi ciałami, tak jakby z przymusu mnie przytulił, tak namiętnie.
Co było dziwne oprócz samego tego całego zdarzenia to że mi się to spodobało i że uświadomiłam sobie że od tylu lat jestem tak blisko, z tak przystojnym chłopcem miłym, kulturalnym, może jedyna wada to to że palił ale był cudowny! Po miłej jak dla mnie chwili uświadomiłam sobie ze jakaś pani się na nas patrzy.. obściskiwanie się  raczej nie jest zaliczone do poprawnych zachowań na mszy.
- Yhhhhhyyym  - odchrząknęła starsza kobieta.
- Sorki - powiedziałam wcale nie żałując. I uśmiechając się szeroko.
- Nie to ja przepraszam - powiedział po czym zauważył moje "Zadowolenie" i lekko się zarumienił.


_______________________________________________________
O to kolejna część. Dla Domi :*
Proszę.
Pati.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Opowiadanie cz.2 : "Nathaaaaaan proszę !"

Nathan I Julia.

Szłam w kierunku centrum, właściwie biegiem. Byłam taka podekscytowana. Wleciałam do parku i zobaczyłam Natiego, wbiegłam (dosłownie) w niego i mocno przytuliłam.
- Bardzo mi Ciebie brakowało - powiedziałam wypuszczając go z objęć - Tak się cieszę !
- Wiem ! Ja też, stęskniłem się za naszą szkołą, klasą, Tobą.. - Wymieniał jednym tchem - och, bardzo brakowało.
- Wiem, wiem.. a teraz powiedz mi dlaczego mnie nie uprzedziłeś ?! - szturchnęłam go w ramie uśmiechając się od ucha do ucha.
- Chciałem Ci zrobić niespodziankę, debilu ! - szturchnął mnie - Co fikasz, fikasz? Tak na dzień dobry ?
- Bijemy się ?! - rzuciłam żartobliwie i zaczęłam go lekko muskać po klatce piersiowej pięściami.
Roześmiał się głośno i jeszcze raz mnie przytulił. Zgniótł mnie tak że nie myślałam że mam zmiażdżony żołądek.
- Jak mi Ciebie brakowało ! - powtórzył i odstawił mnie z powrotem na ziemię - To gdzie idziemy?
- Gdzie chcesz.. może na początek do naszej ulubionej kafejki? - zaproponowałam.
- Pewnie, przecież mamy caaaalutki dzień - podkreślił z radością w głosie Nati.
Poszliśmy w nasze miejsce czyli kawiarenkę "U Paola" gdzie pracował nasz kolega - właściciel, jak sama nazwa mówi Paola. Jest Włochem ma ok 25 lat i jest świetny. W kawiarni spędziliśmy jakieś półtora godziny Nathan musiał nagadać się z Paolem a ja rozkoszowałam się ciepłym kakaem. Potem poszliśmy od mnie na jego widok wszyscy się ucieszyli, Mama, Tata, Seba i Igor. Nawet mój chomik.. jak Nati to robi?!
- To co jakiś film? - zapytałam.
- Wiesz... a może tak sobie pogadamy ? - zarzucił. 
- Okeej, no czemu nie w końcu nie widzieliśmy się już jakieś trzy miechy. - odparłam bezmyślnie.
- Tooo... - zaczął dziwnie nieśmiało - coś się zmieniło przez te trzy miesiące?
- Niee, nie koniecznie. - zaprzeczyłam o nic nie podejrzewając. - nie. tak myślę a miało?
- Ahm. - zamrugał widocznie lekko zaskoczony - a takie, no wiesz sprawy sercowe ?
- HAHHAHAHAHHA - wybuchłam potężnym śmiechem, widząc  jak się produkuje. - coś Ty! z księżyca spadłeś ?! ja i sprawy sercowe, hahahah no proszę.
Ale Nathan siedział prosto i nadal był poważny i widocznie lekko spięty. W kółko i w kółko bawił się swoją nogawką od spodni.. a po chwili ciszy spojrzał mi w oczy rzucił zwykłe "a nie ważne" i zaczął mnie łaskotać.
- hahahahahhahaha nieee! - wrzeszczałam i klepałam go w ramiona. - Nathaaaan proszę ! 
Nie miał zamiaru przestać, mam straszne łaskotki, dobrze o tym wiedział, popłakałam się
ze śmiechu, a on śmiał się ze mnie że płacze, kocham ten
stan ! I tak spędziliśmy, jakieś pół godziny śmiejąc się z siebie jak
debile. Rozstaliśmy się właściwie tak o 20 poszedł do domu a ja wykąpać się i do nauki. Uczyłam się z biologii bo miała być kartkówka i z historii na sprawdzian. A była dopiero sobota więc spokojnie. Zabrałam się do nauki ale po jakimś czasie przypomniała mi się moja rozmowa dzisiejszego popołudnia z Natim. Co miał na myśli mówiąc "nie ważne" ? Albo pytając mnie właśnie o te.. "sprawy sercowe" przecież byliśmy przyjaciółmi o takich rzeczach się rozmawia, ale on wie że ja nie bardzio jak na już siedemnastolatkę przejmuję się tak zwaną miłością.
 _________________________________________________________________

Taka, druga część jak obiecałam tak jest :)
Dzięki.
Pati.

niedziela, 2 grudnia 2012

Obowiadanie cz.1 : "No raczej nie inaczej"

 Nathan I Julia

  Była nudna i mokra grudniowa niedziela, siedziałam w domu owinięta w koc z kubkiem gorącej czekolady w dłoniach. W telewizji leciał jakiś denny kabaret, a ja nawet na nim nie mogłam się skupić. Rozpraszały mnie myśli o tym, jak to będzie kiedy pójdę w poniedziałek do szkoły, no jak? Skoro nie ma już mnie i jego, nie ma już nic, nie ma już nas. Kim był on? To wysoki, jasny brunet z zielonkawymi oczami, często chodził w rurkach i śmiesznych koszulkach z kolorowymi nadrukami i napisami, miał wyczucie stylu i poczucie humoru rozbawiał mnie do łez. Kim był dla mnie? był moim najlepszym przyjacielem, okej wiem oczekiwaliście na coś więcej, ale na prawdę byliśmy najlepszymi przyjaciółmi na świecie! Znaliśmy się od pieluchy nawet urodziliśmy się w tym samym roku i miesiącu on 16 Maja a ja 20. I tak przez te 16 lat byliśmy nierozłączni. Aż do dziś. Do Końca tego roku szkolnego. Kiedy Nathan wybrał kierunek i szkołę do której poszedł.. i zostawił mnie tu. Ze względu na kilometry do wybranej szkoły musiał zamieszkać u cioci w Poznaniu mnie zostawił... zostawił mnie samą jak palec tu w Warszawie. Oczywiście pisaliśmy i rozmawialiśmy, dość często ale to już nie to samo. Ja zostałam w ZSZ ponieważ akurat w tym roku rodzicom nie bardzo się wiodło. Tata odszedł  z pracy po konflikcie z szefem. A mama zarabiając niewiele ponad dwa tysiące, nie wystarczyłoby. Owszem, mieliśmy uskładane tz. zaskórniaki ale to dla mnie i dla moich dwóch braci na studia. Woleliśmy ich nie ruszać. Pewnie zapytacie dlaczego dopiero w grudniu dopadł mnie smutek po "starcie przyjaciela".
To ja wam powiem że, Nie dopiero teraz.. to tak się ciągnie od września. A boje się chodzić do tej szkoły ponieważ, bez niego to już nie to samo. Jestem nieśmiałą osobą, a przy nim czułam się bezpieczna i silna mimo że w rzeczywistości byłam szarą myszką. Teraz codziennie snuje się po korytarzach jak cień bez celu, już nie jest tak kolorowo. Moje koleżanki są teraz w innych klasach rzadko się widujemy.  Tęsknię za tamtymi latami.

***
"Cześć Nathan!
Jak u was? Bo u nas dość dobrze, tata wciąż szuka pracy, a mama haruje jak wół. Igor i Sebastian.. wiesz jak to oni. Nie da się opisać. Tęsknię bardzo za Tobą, mam nadzieję że na święta się zobaczymy.
Całuję Julia."

"Witaj Julio!
Szkoła jest świetna, wszystko w porządku. Spokojnie maleńka wszystko będzie dobrze, na pewno się zobaczymy, innej opcji nie ma !
Tęsknię Nati."
 Tak wyglądały nasze rozmowy. Choć nie zawsze mieliśmy na to czas, zdarza nam się też rozmawiać przez telefon. Ale dzięki moim kochanym rodzicom, tylko przez domowy. Tak, moi rodzice są przeciwni telefonom komórkowym jak to oni twierdzą "Lasują nam mózgi" dobrze ze nic nie mają do internetu i komputerów uf!

 -Juliaaaaa! Telefon - zawołał mój młodszy brat Sebastian - chodź tu szybko! Nathan dzwoni!
A ponieważ byłą 9 rano w weekend, jeszcze spałam. Ale we śnie usłyszałam właśnie Sebastiana i szybko się obudziłam.
-Już idę - wywrzeszczałam, zdezorientowana wyskakując z łóżka i narzucając na siebie błękitny szlafrok.
Zbiegłam po schodach jak antylopa  -  no można tak powiedzieć. I dorwałam słuchawkę :
-Nathan?! - krzyknęłam do telefonu.
Głos po drugiej stronie zaczął się śmiać głośno. Po chwili zrozumiałam jak musiałam śmiesznie brzmieć, sama zaczęłam się śmiać :
-hahahhah, żebyś Ty siebie słyszała hahahha. - bąkał przez śmiech.
-bardzo śmieszne hahahah -  nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
-To kiedy się widzimy ? - zapytała już poważniejszym głosem po chwili wytchnienia.
-Kiedy? - zapytałam z zdezorientowana i zaraz wytłumaczyłam - na na święta.
-Tak późno? -  zapytał smutno, a jednocześnie coś podejrzanego kryło się w jego głosie.
-chyba że przyjedziesz wcześniej... - zamilkłam i zaczęłam myśleć.
Słyszałam cichutkie chichotanie chłopaka i nagle mnie oświeciło.
-Chwila! - krzyknęłam, on zamilkł - czy Ty, cz Ty jesteś w Warszawie ?!!
-No raczej, nie inaczej - powiedział dumnie i znów zachichotał.
-Nie wieże ! Taaak, taaak ! - krzyczałam.
-Spokojnie, to co widzimy się o ?  - zapytał.
- Zaraz, nie. Za pół godziny, dobrze? - ustaliłam - w naszym parku! - dodałam, odłożyłam w pośpiechu słuchawkę i pobiegłam po ubrania do pokoju, po czym wzięłam szybką kąpiel, rozczesałam włosy :
Spryskałam się perfumami, które dostałam od niego na tam tegoroczne święta i wyszłam z domu krzycząc swój ulubiony tekst do rodziców.
-Idę się spotkać z Natim ! - i trzasnęłam drzwiami. 
Jak tylko znalazłam się na podwórku zaczęłam piszczeć ze szczęścia a potem z wielką radością otworzyłam furtkę i poszłam w kierunku centrum.

____________________
taki tam, początek mej pracy xd
to może jutro uda mi się napisać ciąg dalszy. 
Cześć!