Nathan i Julia.
Poszliśmy na spacer. Była dopiero dziesiąta rano, ale było dość ciepło...
- Wyspałeś się?
- Tak. Macie całkiem wygodną kanapę - zaśmiał się.
- Śmieszne - popchnęłam go w prawo.
- Bardzo - zrobił to samo w lewą stronę.
Stanęłam. Odszedł kawałek, rozbiegłam się i rzuciłam mu na plecy. Zaczął biec trzymając mnie za uda, wbiegł w środek parku i zaczął się kręcić.
- Nathan, kurde niedobrze mi!
- Oj tam, oj tam! - usłyszałam i po chwili już leżałam w śniegu. Nade mną znalazła się jego twarz,pocałował mnie i uciekł.
Ganialiśmy się, tarzaliśmy w śniegu i rzucaliśmy śnieżkami jak małe dzieci.
***
- Cześć Liz! - zawołała jej mama wchodząc do domu z zakupami.
- Hej mamo.
- Czego szukasz? - mama zainteresowała się namiętnym przewracaniem kartek książki telefonicznej.
- Szczęścia, mamo... - uniosła głowę i się uśmiechnęła.
Liz podeszła do niej po chwili i zaczęła pomagać myć warzywa.
- Co na śniadanie?
- Myślałam o warzywach smażonych na patelni z ryżem, co Ty na to? - mama podała jej mokrego pomidora.
- Okej... - zapadła chwila ciszy, było słychać tylko płynącą wodę z kranu. - Mamo... a czy Ty uważasz że to wolny kraj ?
- No pewnie! - odpowiedziała ze zdziwioną miną mama.
- I że można kochać kogo się chce? - Liz ciągnęła.
- Hmm, tak - powiedziała i po chwili dodała. - Płeć, wiek czy wzrost nie powinien ograniczać miłości.
Dziewczyna się uśmiechnęła, miała dobre stosunki z matką, nie okłamywała jej i ufały sobie. Liz próbowała przygotować swoją mamę do nowiny...
- Mamo?... - ciągnęła, z nadzieją że uda jej się jakoś nastawić mamę.- Mamo.., a co jeśli ktoś bliski był by homoseksualistą?
- No nic. Trzeba by było to zaakceptować. Nie byłoby innego wyjścia.
- To wolałabyś nie? A zaakceptowałabyś gdy to by było konieczne? - dociekała. - Czy chciałabyś "wyleczyć'' taką osobę, tak?!
- Kochanie, posłuchaj... to nie tak. Zależy kto to by był...
- Tak?! I co by ludzie gadali?! - wybuchnęła dziewczyna.
- Nie, po prostu nie miałam raczej wcześniej o tym zdania ani do czynienia! - wytłumaczyła lekko już wzburzona kobieta.
Spokojnie, spokojnie tłumaczyła sobie w duchu. Co się z Tobą dzieje?! Uspokój się! - rozkazała sobie w myślach.
- Dobrze mamo. Przepraszam.
- Nic się nie stało, rozumiem. Jesteś nastolatką, zdarza wam się wybuchać. - uśmiechnęła się delikatnie.
Liz w pewien sposób poczuła, że będzie trudniej niż trudno. Spuściła głowę i zwróciła się w stronę pokoju.
- Idę jeszcze poleżeć.
- Zaraz śniadanie - powiedziała mama.
- Chyba nie jestem głodna - Liz weszła do pokoju, drzwi były otwarte.
- Coś się stało? - zawołała jeszcze z kuchni zmartwiona mama.
- Niee... - cicho powiedziała niemal przez łzy, zamykając drzwi.
Wbiła się w łóżko i nie mogła powstrzymać płaczu, lecz starała się płakać bezgłośnie, by mama się bardziej nie zainteresowała. Choć pewnie byłoby jej łatwiej...
***
- Przyjdę o 15:00 dobrze? - kończyłam rozmowę przez telefon.
Odłożyłam słuchawkę, i ruszyłam do kuchni.
- Jesz? - zapytał tata, podając mi talerz z tostami.
- Pewnie! - sięgnęłam po jednego.
- Liz dzwoniła? - zapytał Nati.
- Noo, tak...
Nic więcej nie powiedziałam... czułam się lekko zdezorientowana tą całą wiadomością. Myślałam o tym wszystkim całą noc. Nie mogłam po prostu zasnąć, nie dawało mi spokoju.
Po południu byłam już u Liz. Czekała na mnie w swoim pokoju przed komputerem, siedziała nieruchomo.
Nic nie mówiąc podeszłam i spojrzałam w monitor. Była tam jedna wiadomość na Facebooku, złapałam za myszkę i otworzyłam ją. Była to wiadomość od niej. Od Oliwii Z. a w treści był czas i miejsce spotkania na końcu taki niepozorny znaczek... średnik z gwizdką, czy to tak poruszyło Liz?
- Udało się! Udało! - skakałam po pokoju, ona była nieruchoma, podbiegłam do niej złapałam za ramiona i zaczęłam potrząsać. - Słyszysz?!
- Tak... - powiedziała cicho i się rozpłakała.
Kucnęłam koło niej i przytuliłam. Udało się... - wyszeptałam.
_______________________________
ps. to nie koniec, po prostu brakuje mi czasu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz